Właściwie, to
nie miałam za dużo do pakowania. Odkryłam, że ubrania z mojej szuflady nie są
moje, postanowiłam, więc nie brać ich ze sobą. Rozłożyłam koszulę nocną na
materacu I zastanowiłam się, co do niej spakować. Najpierw pomyślałam o
jedzeniu, ale zepsułoby się, spakuję je przed odjazdem. Ułożyłam na piżamie
zapasowe sztylety, świece I zapałki. Może później coś mi się przypomni,
ponieważ na razie nie mogłam jeszcze normalnie myśleć.
Zamknęłam za
sobą drzwi I ruszyłam do Sali Treningowej. Oczywiście, zaraz w wejściu
przywitał mnie zapach drewna. Idąc wzdłuż ściany nagle dostrzegłam, że wpatruje
się we mnie Niall. Zmarszczył brwi, powiedział coś do ludzi stojących obok I
ruszył w moją stronę. Westchnęłam.
Powiedzieć mu
co się stało, czy nie? Zrozumie, kiedy mu powiem, że nie biorę go ze sobą, czy
będzie zły? Serce znów zwiększyło obroty, łzy zapiekły mnie w krtani. Wróciły
wspomnienia. Przy moim bracie zawsze znikała maska niezależnej, niczego nie
bojącej się wojowniczki. Teraz byłam jedynie jego starszą siostrą, chcącej za
wszelką cenę chronić go przed zagrożeniem, choć wygląda to tak jakby role się
obróciły, ponieważ był ode mnie dużo wyższy. A może mu nie mówić? Nie będzie
zadowolony, ale będę miała pewność, że jest bezpieczny. Niall od razu rozpoznał
mój wyraz twarzy – na pół skwaszona, rozdarta I zmęczona. Ale to nie byłoby
fair – zdałam sobie sprawę. Przecież się zdenerwowałam, kiedy mi nie powiedzieli
o spisku przeciwko mnie. Powinnam mu powiedzieć.
- Co się
stało? – szepnął.
- Coś
strasznego, ale nie mówmy o tym tutaj… za dużo ludzi – wyjąkałam z gułą w
gardle. Rozejrzałam się wokół, tylko po to żeby nie musieć patrzeć w oczy
Nialla. Zawsze tak ze mną było, kiedy działo się coś złego. Stawałam się cicha
I niespokojna, jak fale przy zbliżającym się sztormie.
- Chodźmy do
kuchni. – zaproponował.
Pokiwałam
głową.
Szłam do
kuchni, jak najwolniej, by zastanowić się, jak mu to powiedzieć. Jednak widząc
zmartwienie na jego twarzy przyśpieszyłam. W Stołówce było sporo ludzi,
niektórzy wchodzili lub wychodzili z kuchni.
- To chyba
też nie najodpowiedniejsze miejsce – powiedziałam trzymając się za łokieć.
Oczywiście to było tylko zwlekanie. Niall tylko zaśmiał się ponuro I pchnął
drzwi kuchni.
Obecnie
nikogo tam nie było. Mój brat podszedł szybko do przeciwległej ściany. Zaczął
ją klepać, co mnie bardzo zaskoczyło.
- To musi
gdzieś… - mruczał nie odrywając wzroku od płytek.
- Co ty
robisz? – spytałam.
- Ach, jest!
– podniósł głos. Rozejrzał się I zatrzymał wzrok na mojej zdezorientowanej
twarzy. Skinął na mnie palcem, więc podeszłam do niego. Wtedy to zauważyłam:
guzik w ścianie. Spojrzał na mnie z tym swoim lisim spojrzeniem I wcisnął guzik,
jednocześnie odsuwając ścianę. Zaśmiałam się w głos I wślizgnęłam w ciemność, a
Niall za mną. Złapał mnie za rękę I ruszyliśmy bardzo ciasnym korytarzem do
malutkiej jaskini wykutej w skale.
- Niall? –
szepnęłam. Serce biło mi szybko z powodu tej ciszy. Nasze kroki, oddechy I
szepty odbijały się echem od skały.
- Tak?
- Zapalisz
jakieś światło?
Niall
zachichotał wywołując kolejną falę echa I sięgnął do przodu. Przez chwilę
słyszałam jakby szamotaninę I odruchowo zacisnęłam dłoń na rękojeści miecza. A
wtedy rozbłysło światło, oślepiając naszą dwójkę, zmuszając do zamknięcia oczu.
Serce nie zwalniało biegu ani na moment, nawet kiedy oczy przyzwyczaiły mi się
do płomienia świecy stojącej na skalnej półce. Sufit był nisko I Niall musiał
pochylać się by nie uderzyć o niego głową. Dla mnie był w sam raz. Usiedliśmy
na przeciwko siebie, stykając kolanami, ponieważ inaczej się tutaj nie dało.
Moje rozbawienie minęło I napięcie stało się wyraźniejsze.
- Co się więc
stało? – spytał Niall po raz kolejny.
Przymknęłam
powieki I ze świstem wypuściłam powietrze z płuc.
- Posłaniec
przyniósł… wiadomość od matki. – Otworzyłam oczy obserwując jego reakcję.
Źrenice mu się rozszerzyły, pochylił się do przodu.
- Złe
wiadomości? Dlaczego nie mówiłaś od razu? Co napisała?
W oczach
stanęły mi łzy. Spuściłam wzrok.
- Jest źle.
Arkanie ją zabrali. Kevin wysyła ludzi, żeby sprawdzili czy to prawda, ale ja
jestem pewna, że tak jest. Kiedy tylko wrócą, zabieram ze sobą Jeva, by pomógł
mi w poszukiwaniach – wyszeptałam to wszystko prawie na jednym wdechu.
Słyszałam jak oddech Nialla przyśpiesza, ale bałam się na niego spojrzeć.
- Dlaczego
idziesz z nim? – szepnął. – Nie znasz go. To nie jest jego sprawa. Czemu nie
idę ja, Deril albo Kevin? A ojciec? Czy on wie? – w jego głosie słyszałam
rozkojarzenie, złość, szok. Powinnam była mu nie mówić.
- Lepiej
będzie, gdy wy zostaniecie tutaj. Posłaniec przyszedł, kiedy razem z Jevem
mieliśmy wartę, więc to, tak jakby, jest jego sprawa. Ty I reszta macie tutaj
dużo roboty, ja nie mam, co robić, oprócz ostrzenia mieczy I siedzenia w
przedsionku jako strażnik. I tak, ojciec wie o liście.
Siedzieliśmy
w ciszy tak długo, że w końcu odważyłam się na niego spojrzeć. Z zaskoczeniem
stwierdziłam, że jest tylko zamyślony. Kiwnął powoli głową.
- Skoro tak…
chyba masz rację – westchnął I uśmiechnął się słabo. Po chwili jednak
spoważniał. – Boisz się o nią?
Zastanowiłam
się nad odpowiedzią.
- Tak, ale…
to tylko spowoduje, że będę szybciej działać. Choć, oczywiście, nie mogę o tym
myśleć, jako o powodzie do roboty. Boję się o nią, ale mam nadzieję, że nic jej
nie jest. – Moja wypowiedź była nieco pogmatwana, ale można było odnaleźć w
niej głębszy sens. No, a przynajmniej tak mi się zdawało.
- Miejmy
nadzieję – szepnął bardzo cicho Niall.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz